Hala Boracza
Polska

Beskid Żywiecki – Hala Boracza

Hala Boracza (854 m n.p.m.) – hala położona w Beskidzie Żywieckim w grupie Lipowskiej, Rysianki i Pilska. Jest to przełęcz pomiędzy szczytem Prusowa a Boraczym Wierchem.


Nadszedł czas 🙂

W końcu nadszedł oczekiwany dzień tj. sobota. Plecaczek zapakowany teraz zjeść tylko pożywne śniadanko i w drogę. Około 7:35 docieram do B-B na umówiony punkt zborny przed dworcem PKP w B-B gdzie oczekuje już koleżanka. Po kilku minutach docierają pierwsi wędrowcy oczekujemy jeszcze chwilkę po której to dołącza do nas kolejny wędrowiec.


Oczywiście jako praworządni obywatele poszliśmy do kas kupić bilety jak się okazało o dziwo nie było w ciapongu kontroli można było na gapę jechać :P. Pociąg przyjechał bez opóźnień tj. o 8:04 i tak samo bez opóźnień dojechał na stację docelową w Milówce.


Mała sesja fotograficzna na stacji przed budynkiem dworca z napisem „Góral Żywiec” wykonanym przez uzdolnionego graficiarza – pewnie robił doktorat z grafologii na medycynie, ale najważniejsze fani piłki nożnej są wszędzie :].


Na szlak

Zaczynamy szukać szlaku który znaleźliśmy kilka metrów od budynku dworca PKP w Milówce – ruszamy zatem wybrukowanym chodniczkiem (i po co ubrałem trekkingi) po kilku minutach mijamy sklep przed którym to się zatrzymujemy aby odpocząć po ciężkim marszu po kostce brukowej, kolega postanowił zakupić jeszcze kiełbaskę na wieczorne ognisko. Po około 10 minutkach zaczęliśmy się zastanawiać czy tam przebijają numery seryjne na kiełbasie czy szukają „Ludwka” – jak się okazało sklep jednak był bardzo oblężony przez miejscowych. Po kolejnych 10 minutach ruszyliśmy dalej szlakiem przez całą Milówkę i jej obrzeżach.


Szlak na sporym odcinku biegnie drogą asfaltową aczkolwiek między urokliwymi miejscami gdzie można by postawić własny domek letniskowy. Po kilkunastu minutach marszu w słońcu napotkaliśmy sklepik. Postanowiliśmy zrobić malutką przerwę na nektar chmielowy. Po uzupełnieniu płynów i ożywionej dyskusji ruszyliśmy dalej asfaltem w kierunku hali Boraczej. Dotarliśmy do mostka za którym zaczynał się leśny szlak – w końcu upragniony cień 🙂


Na szlaku jedynie w paru miejscach były ciekawe widoczki, natomiast szlak oceniam jako łatwy mimo, że na końcu było troszkę trudniejsze podejście ale ze względu na to że biegnie w większej części asfaltem jak dla mnie odpada i uważam go ogólnie za mało ciekawy. Przejście tego szlaku zajęło nam 2:22 z postojami.


Co dalej?

Po dojściu do schroniska zrobiliśmy sobie małą przerwę podczas której to dołączyły do jeszcze kolejni wędrowcy. Postanowiliśmy poszukać jakiś noclegów i przejść się po hali, jednak poza schroniskiem miejsca nie było. Zarezerwowaliśmy sobie pokoje pozostawialiśmy tobołki i po krótkiej naradzie postanowiliśmy przejść się na Lipowską a stamtąd na Rysiankę ponieważ była to najkrótsza trasa w pobliżu – nie myślcie, że poszliśmy na łatwiznę, pieczątki ze schronisk były ważniejsze :P.


Po kliku minutkach marszu doszliśmy do rozstaju szlaków gdzie spotkaliśmy francuzów zastanawiających się którym szlakiem iść, my również musieliśmy głosować którym kolorkiem iść. Ustaliliśmy, że pójdziemy przez Radykalną mimo, że tam nie dają pieczątek :P, i wrócimy tym drugim szlakiem aby nie powtarzać szlaków. Francuzi poszli szlakiem z drugiej strony ustaliliśmy z nimi, że się spotkamy w schronisku. Widoczki na szlaku są przednie a sam szlak bardzo fajny. Po kilkunastu minutach doszliśmy do węzła na którym to odbiliśmy w kierunku następnego węzła który to łączył się z szlakiem którym poszli Francuzi. Po wejściu na połączone szlaki zatrzymaliśmy się przy maluteńkim cieku wody aby się obmyć z potu i ochłodzić.


Część tego szlaku tj. od węzła do schroniska na Lipowskiej oceniam jako fatalną ze względu na rozjeżdżony szlak przez krosowców i innych zmechanizowanych jedno blotko grr. Po kilku minutkach doszliśmy do schroniska na Lipowskiej gdzie zrobiliśmy króciutki odpoczynek między czasie doszli Francuzi a i oczywiście nie mogło zabraknąć ruedki  w której to brali udział wszyscy uczestnicy i oczywiście ja za fotografa robił nam nieznajomy bikerowiec który to sobie odpoczywał błogo na ławeczce przed schroniskiem i został poproszony o zrobienie kilku fotek. Jak skończyliśmy stwierdził, że chce z nami :).


Ruszyliśmy dalej w kierunku Rysianki po około 15 minutkach byliśmy na miejscu i tu zrobiliśmy sobie dłuższy odpoczynek na podziwianie widoczków mi. Pilska, Babiej Góry, jedzonko, i wspomnienia z majowego wypadu, szczególnie koleżance zapadły w pamięć kulinarne wspomnienia tj. jajka na bekonie ;). Raz po raz błogi spokój przerywali crosowcy próbujący się popisać swoimi umiejętnościami przejeżdżając w okolicy schroniska, nawet pies ich miał dosyć i chciał ich pogonić tyle, że właściciel mu nie pozwolił trzymając go krótko na smyczy.


Przejście z Boraczej przez Radykalną na Rysianke zajęło nam około dwóch godzinek wraz postojami 🙂 szlak bardzo malowniczy jedynie odcinek przed Lipnicką ze względu na zalegające kałuże mniej ciekawy aczkolwiek ta mała niedogodność  nie może spowodować skreślenia tego szlaku widoczki są tam pierwsza klasa :).


Wracamy do schroniska na hali Boraczej

Po krótkim leniuchowaniu na Rysiance nadszedł czas na drogę powrotną tj. na Lipowską a stamtąd już szlakiem „francuskim” biegnącym w śród drzew na Boraczą czas przejścia podobny jak w równoległym szlakiem. Szlak jest mniej ciekawy ze względu na to że biegnie w większej części lasem i jest dość długie podejście pod górkę przed węzłem szlaków dopiero przed Boraczą na przecinkach naszym oczom ukazały się ładne widoczki na wcześniej wspomnianą halę.


Po dojściu do schroniska oczekiwała na nas już kolejna grupka przyjaciół po krótkim powitaniu rozdzieliliśmy się pokojami i wprowadziliśmy stan okupacyjny przy piweczku na ławeczkach przed schroniskiem skąd koło 19:00 prześniliśmy się kilkanaście metrów dalej aby rozpalić ognisko. Kilka minut później dołączyli do nas jeszcze kolejni wędrowcy wracający z wycieczki na Prusów. Tak więc cała wesoła gromadka była już w komplecie aczkolwiek po zmroku dołączył do nas jeszcze jeden wesoły kompan który to zwinął koleżance kiełbaskę i próbował zakosić koledze karimatę która to okazała się nieporęczna dla niego w transporcie więc musiał zrezygnować z planów wymoszczenia swojej norki. Lisek towarzyszył nam większą część imprezy co raz powodując poruszenie wśród nas – skubaniec miał tępo nie wspominając o kondycji :). Między czasie odwiedził nas jeszcze kiciuś który to postanowił się przymierzyć do kabaninki, miał pecha kolega był szybszy :).


Niestety pogoda bardzo nam się popsuła i musieliśmy zmienić plany i tak zamiast iść ma Rycerzową zaczęliśmy schodzić, każdy w swoim kierunku. My schodziliśmy z powrotem do Milówki do stacji PKP. Droga w deszczu szybko zleciała jedynie dłużył się nam (no dobra mi :P) czas na pociąg który planowo miał jechać o 15:05 a miał ponad 25 minut opóźnienia – a ciekawe swoją drogą jak leciał z Zwardonia gdzie on tyle czasu zgubił na takim odcinku pewnie jakąś bukowinę nawałnica położyła na tory. Koło 16:30 dotarliśmy do punktu wyjścia gdzie się pożegnaliśmy i każdy udał się w kierunku swojego domku.


Osobiście uważam wycieczkę za bardzo udaną mimo niepogody w drugi dzień ale jak to już mówiłem pogoda się nie liczy tylko towarzystwo. Serdecznie dziękuje wszystkim za udany wypad i mam nadzieję , że uda nam się jeszcze wspólnie wyjść w góry.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.